"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Czwartek, 9 wrzesienia 2010 r.
Imieniny obchodzą: Aldona, Piotr, Sergiusz
 
Roczniki:  2001200220032004200520062007200820092010
Numery:    01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14
15 16 17 18
05 (535)   -  05 marca 2010
Zdziczenie obyczajów
Pisał nie tak dawno Zygmunt Sobolewski na łamach „Wolnej Drogi” o drodze przez mękę byłych pracowników upadłej spółki mostowej w ich staraniach o wypłatę należnych im z mocy ustawy odpraw, uznając, że sposób, w jaki ich się traktuje od siedmiu lat, jest skandaliczny i stanowi naruszanie ich godności osobistej. Sprowadzono ich, bowiem tylko do roli żebraków.
Chciałoby się powiedzieć: „święte słowa”, ale autor otarł się jedynie o szczyt przysłowiowej góry lodowej, bo pisze o 340 skołowanych pracownikach spółki mostowej, podczas gdy w wyniku głupich, nieudolnych i nieprzemyślanych decyzji depce się godność kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset tysięcy ludzi z najsłabszej grupy społecznej, czyli rencistów i emerytów kolejowych.
A wszystko zaczęło się od wywalenia, wbrew zdrowemu rozsądkowi, kolejowych przewozów regionalnych z Grupy PKP SA, które od roku 2003 prowadziły sprzedaż znaczków uprawniających do ulg i sprzedaż biletów dla wszystkim rencistów i emerytów kolejowych. Co ważne - spółka PR robiła to sprawnie i bezproblemowo.
Schody zaczęły się od momentu, kiedy urzędnik postanowił nie tylko skomplikować tę operację, ale maksymalnie ją utrudnić i postanowił, że od 1 stycznia 2010 roku, to poszczególne spółki będą się zajmowały obsługą rencistów i emerytów.
Jak postanowił, tak i zrobił, tylko tyle, że zabrakło mu wyobraźni, wiedzy, dobrej woli i kompetencji, który nawet najlepsze i najbardziej przyjazne dla ludzi rozwiązania potrafi zmienić w przekleństwo, ale to już staje się normą w firmie, która kiedyś słynęła z troski o swoich obecnych i byłych pracowników, dziś preferując zdziczenie obyczajów, szczególnie w stosunku do ludzi niemłodych, często nawet w bardzo podeszłym wieku, często niepełnosprawnych, schorowanych, którzy swoje aktywne zawodowo lata związali z koleją. Potraktowano ich, jak ludzi gorszej kategorii, którzy najpewniej w zamyśle urzędnika powinni byli już wymrzeć, a nie zawracać mu głowę, jakimiś tam ulgami. Odarto ich z godności i upodlono.
Kiedy, więc dystrybucją znaczków zajęły się poszczególne spółki, okazało się, że zabrały się do tego w sposób nieudolny, nakazując m.in. ponowne wypełnianie wniosku o przyznanie znaczka, a także goniono ludzi do kolejek w urzędach pocztowych, aby mogli przedstawić urzędnikowi dowód wpłaty należnej kwoty za znaczek. W czasie, kiedy te formalności załatwiały Zakłady Przewozów Regionalnych operacja była uproszczona do minimum. Wniosek należało wypełnić w roku 2003, a później przedstawiać ważną legitymację, odcinek wypłaty renty lub emerytury, albo przedstawić zaświadczenie z ZUS, że się dalej pobiera stosowane świadczenie, zaś opłatę kasował urzędnik na miejscu, bez zbędnego szwendania się po urzędach pocztowych.
Ale to tylko część kłopotów, jakie zafundowano w roku 2010 emerytom i rencistom, bo w momencie, kiedy poszczególne spółki zaczęły tworzyć własne bazy uprawnionych, okazało się, że w dobie komputerów i innych współczesnych bajerów, i XXI wieku, cześć, a nawet bardzo duża część emerytów i rencistów, po prostu wyparowała z list, tak, jakby się rozpłynęła, gdzieś w przestrzeni kosmicznej, jakby wymarła, choć tak naprawdę jeszcze żyje.
Jeden z moich rozmówców, który szukał siebie na liście powiedział mi: - Panie, jak tak chodziłem od pokoju do pokoju, pukałem od drzwi do drzwi, kiedy chodziłem od jednostki do jednostki i prosiłem, aby sprawdzono, czy może jestem na liście uprawnionych, widziałem wzrok urzędników, w którym kryło się pytanie: - To pan jeszcze żyje?
- Przecież oni zrobili to celowo - mówił dalej, aby zniechęcić nas do wykupowana uprawnień do ulg. Wiem np., że Centrala spółki PLK nakazała Zakładowi Linii Kolejowych w Opolu, aby wykupił tylko 150 znaczków, choć było wiadomo, że będzie potrzeba dużo, dużo więcej, a jak się zwrócono o dodatkowe znaczki, centrala do dziś milczy, pewnie czeka na zmęczenie materiału. Ale ja apeluję do kolegów, którzy znaleźli się w takiej samej sytuacji, jak ja: nie rezygnujecie ze swoich praw, pokażcie nieudacznikom i ignorantom na różnych szczeblach kolejowej biurokratycznej machiny, że potraficie dochodzić swoich nabytych z tytułu pracy praw.
- Czuję się upodlony - dodał.
Jeśli się zdarzyło tak, że szukanie siebie na liście na nic się nie zdało, a jakiś tam urzędnik powiedział, lub wskazał jednostkę, w której petent mógłby ubiegać się o wpisanie na listę, napotykał na kolejną barykadę, bo urzędnik instruując go o tym, czym musi wylegitymować się, aby uzyskać wpis, a wymieniając dokumenty, jakie należało przedstawić przed jego oblicze, zaczynał od świadectwa pracy, a kiedy stłamszony i osłupiały petent pytał skąd lub, od kogo może takie świadectwo otrzymać, urzędnik przytomnie odpowiadał: - Nie wiem, ale bez świadectwa nie zostanie pan wpisany na listę.
I na nic tu zdały się tłumaczenia, że kiedy się odchodziło na rentę lub emeryturę do roku 1989, to jest przed okresem zmian strukturalnych na PKP, nie dostawało się żadnych świadectw, bo wyliczenie lat pracy z dokładnością do miesięcy i dni znajdowało się na decyzji Zarządów Spraw Pracowniczych i Socjalnych w poszczególnych Okręgach KP.
Normą też stało się zmuszanie starych ludzi do wyjazdu, często nawet do odległych miejscowości, bo jakiś ignorant uznał, że byłoby za proste, gdyby człowiek nabywał znaczek w dużym skupisku kolejarskim, choć tu cały czas pracował, i tu odchodził na świadczenia rentowe lub emerytalne.
Takim typowym przykładem jest sytuacja kolejarzy, pracowników ZNTK w Nowym Sączu, którym się każe jeździć po wykup ulgi aż do Krakowa. Zresztą tak się dzieje nie tylko tam, bo tego rodzaju szykany, jak nas informują zainteresowani, mają miejsce w całej Polsce. We Wrocławiu każe się jeździć ludziom do Legnicy, Wałbrzycha, Jeleniej Góry i diabli wiedzą jeszcze, dokąd. Wiem, że we Wrocławiu wezwano policję, kiedy zszokowany petent dowiedział się, że musi jechać do Wałbrzycha, choć pracował i odchodził na świadczenie we Wrocławiu.
W tym całym bałaganie i tumiwisizmie, jedno jest pewne, że gdyby gromy ciskane pod adresem sprawców tego horroru miały moc sprawczą, nie pozostałby już po nich nawet pył, choć oni wciąż mają poczucie pełnego samozadowolenia i satysfakcji z siebie samych.
No cóż, choć emeryci i renciści, to raczej ludek miłosierny, ale w tej sytuacji życzą im, aby kiedy odejdą oni na świadczenia, ich udziałem stało się to, co dziś zafundowali tysiącom rencistów i emerytów kolejowych.
A można było przecież uniknąć upadlania ludzi, gdyby jakiemuś ignorantowi na szczeblu decyzyjnym stało wyobraźni, zdrowego rozsądku i elementarnej wiedzy o czymś, czym miał się zajmować, bo gdyby skorzystano lub przyjęto, nawet odpłatnie, bazę danych, które stworzyła w ciągu kilku lata spółka PR i zaadaptowano jej dobre doświadczenia. Ale jak pokazuje przykład testowany właśnie na rencistach i emerytach kolejowych, normą u nas staje się to, że zawsze znajdzie się ktoś, kto nawet bardzo dobre, i co najważniejsze sprawdzone rozwiązanie, spartoli totalnie.
Ponieważ doszło do naruszenia elementarnych praw dużej grupy ludzi, wolności człowieka i zdeptania jego godności, można by szukać pomocy w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, tyle tylko, że musiałby ktoś zająć się koordynowaniem tej skargi i gromadzeniem stosownych dokumentów. Mogłoby to zrobić chociażby, jakieś Koło Emerytów i Rencistów działające pod znakiem „Solidarności”.
Dlatego dobrze się stało, że grupa emerytów i rencistów z Nowego Sącza zainteresowała problemem senatora Kogut, który przedstawił ją ministrowi infrastruktury Cezaremu Grabarczykowi. Redakcja także wystosowała do rzecznika prasowego spółki PKP PLK pytania w tej sprawie.
Emeryci i redakcja czekają na reakcję i odpowiedź.
Bolesław Cienki
fot. SolkolArt


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"