"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Piątek, 24 listopada 2017 r.
Imieniny obchodzą: Flora, Jan, Roman
 
Potrzebna odwaga
Zdawać by się mogło, że protest lekarzy rezydentów nie dotyczy kolejarzy. Otóż dotyczy, jak najbardziej. Kolejarze, jak reszta społeczeństwa niekiedy chorują, a osobistą „przygodę” ze służbą zdrowia miało wielu z nich. O ocenę protestu i kondycji tzw. służby zdrowia zapytałem współpracującego z „Wolną Drogą” Pawła Skuteckiego, posła na sejm RP.

Panie pośle, jak Pan skomentuje trwający protest rezydentów i w tym kontekście opiekę zdrowotną w Polsce?

No to się narażę wszystkim, przede wszystkim kolegom z klubu, ale niech tam. W kwestii rezydentów jestem bardzo ostrożny. Mój pogląd jest następujący.
Co do faktu, że opieka zdrowotna w Polsce jest na średnim poziomie, to chyba nie złudzeń. Nie jest tak dramatycznie, jak płaczą niektórzy, ale i nie jest tak świetnie, jak mówią inni. Jest średnio. Pieniędzy w systemie jest wystarczająco, żeby to działało dobrze. Bez luksusu: dobrze. Jak to mówiła pani premier, wystarczy nie kraść. Albo co chyba gorsze: nie marnować (jak pół miliarda na „informatyzację”, czy ponad miliard na szpital w Grudziądzu). Wystarczy trzymać na dystans lobbystów, a rejestry korzyści i oświadczenia o braku konfliktu interesów wprowadzić na każdym poziomie decyzyjności.
Z całą pewnością należy jakoś unormować sytuację kierunków studiów, po których młodzi ludzie albo pracują ponad siły, albo szantażują resztę, albo wyjeżdżają. Tam gdzie jest wolny rynek, jak na przykład w informatyce, problemów nie ma. Po prostu w Polsce są płace i warunki pracy porównywalne z „Zachodem”. Problem się pojawia tam, gdzie nie ma wolnego rynku, gdzie jest państwowe „widzimisię”. I tutaj można coś zrobić.
Jedno założenie: jestem przekonany, że studia do poziomu magistra powinny być bezpłatne. To znaczy grubo płatne, ale w formie podatków. Do poziomu magistra. Dla wszystkich. Już dzisiaj podyplomówki, doktoraty są zwykle płatne. Zwykle...
Przede wszystkim wybierając jakieś studia człowiek ma świadomość, co go potem czeka. Jeśli wybierze sztuki piękne, może być milionerem i gwiazdą malarstwa albo nie. Po AWF może zarabiać miliony na stadionach świata albo nie. Kończąc prawo trzeba mieć zabezpieczenie finansowe na aplikacje, a droga do pieniędzy jest dość długa.
Tymczasem kończąc medycynę? Wszyscy wiedzą, jak długa jest droga do pieniędzy. Sześć lat studiów, roczny staż podyplomowy. Teraz można już zarabiać „normalnie” - czyli co najmniej tyle, co po każdych innych studiach. Co najmniej. Jeśli ktoś ma ambicje, decyduje się na specjalizację. Nie za swoje pieniądze, jak prawnicy, ale na koszt państwa. Od 4 do 10 lat robi specjalizację. Rzadko taką, jaką chce, częściej taką, jaka jest akurat dostępna. Może to robić na dwa sposoby: na umowie ze szpitalem (za pieniądze lub jako wolontariat) albo jako rezydent (na koszt państwa).
Podsumowując: prawnikowi czy informatykowi fundujemy studia pięcioletnie i koniec, musi sobie poradzić. Lekarzowi fundujemy naukę nawet kilkunastoletnią. To są gigantyczne pieniądze. Moim zdaniem Polski nie stać na to, żeby lekarz potem - znając doskonale realia, zarobki itp. - wyjeżdżał z kraju. Powinien po rozpoczęciu specjalizacji podpisać umowę, że po jej zakończeniu albo „odpracowuje” ją w kraju, albo spłaca.
Od lat słyszymy dramatyczne wołania, że brakuje lekarzy. Choć chętnych do studiowania nie brakuje. Problem jest więc nie w chęciach i zarobkach, tylko w możliwościach kształcenia. Tutaj jest pies pogrzebany, bo kasty trzymają się dzielnie. Dlatego od lat nie powstała żadna uczelnia medyczna. Dlatego specjalizacje są tak skąpo i kompletnie irracjonalnie rozdzielane na poszczególne regiony. To jest problem, ale gdyby ktoś na serio chciał się za to zabrać, to byłaby wojna o niebo groźniejsza niż rozbijanie sądowego betonu.
A osobiście bardziej się boję tego, że lada moment zabraknie niezauważanych przez nikogo pielęgniarek. Za trzy lata ich liczba w Polsce spadnie o ponad cztery tysiące.
Wiecie, jaki jest średni wiek polskiej pielęgniarki? 51 lat. Nie żartuję. 51 lat! To pokazuje jak ten system jest zgniły, niewydolny, jak od lat nikt nie potrafi głębiej wniknąć w strukturalne bagno, w którym polska opieka zdrowotna już dawno utonęła. I choćby rezydenci dostali po te 9.000 złotych, choćbyśmy na „zdrowie” wydali 10% PKB, to wszystko pójdzie psu na budę dopóki nikt nie będzie miał odwagi zrobić prawdziwą reformę, czy bardziej rekonstrukcję...

Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
Pytał Aleksander Wiśniewski
fot. YouTube


  Komentarze 2
~wpisz swój nick2017-11-09 20:47:45
Gratuluję odwagi Panu posłowi Skuteckiemu, w trzeźwej ocenie możliwości darmowego dostępu do studiowania wszystkim chętnym. Młodzi, uzdolnieni ludzie, dobrze wiedzą jakie studia wybrać, i raczej nie chodzą później po prośbie. Należałoby także rozważyć, czy nie robi się krzywdy absolwentom tych kierunków, którzy robią kursy spawacza lub kierowcy wózków widłowych, albo sprzedają na rynku pietruszkę, by zarobić na życie, także poza granicami kraju. Umożliwiając studiowanie byle czego, na koszt podatnika, bez egzaminów wstępnych, przedłużamy im beztroską młodość. Natomiast zabieramy dzieciństwo rocznym maluchom, których mamy muszą pracować, by niefrasobliwi 20 latkowie mogli studiować. Studia dla pracujących, to studia bardziej przemyślane, bo na swój własny koszt.
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.