"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.
Imieniny obchodzą: Waldemar, Damazy
 
Kolej na muzykę - „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” – The Beatles 1967 / 2017
   „Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza” grupy The Beatles to płyta wyjątkowa. Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby przynajmniej jednej z trzynastu piosenek na niej zawartych.
Ten owiany legendą krążek znalazł się na pierwszym miejscu listy pięciuset najważniejszych albumów wszech czasów, opublikowanej w 2003 roku przez dwutygodnik „Rolling Stone”. Nawiasem mówiąc, do pierwszej dziesiątki trafiły jeszcze trzy inne pyty Wielkiej Czwórki.
   Trudno uwierzyć, ale 1 czerwca minęło już pół wieku od chwili jej premiery. Nie jestem pewien, czy istotnie jest to najlepsze dzieło legendarnej czwórki, jednak niewątpliwie należy do najbardziej znaczących i inspirujących. Zainspirowało także Joe Cockera. Wybrał piosenkę „With a Little Help from My Friends” i brawurowo zaśpiewał ją podczas pamiętnego festiwalu w Woodstock. Mówi się, że było to jedyne wykonanie utworu Beatlesów, które okazało się lepsze od oryginału i przyniosło wówczas szerzej nie znanemu artyście światową popularność.
   Trudno policzyć ile razy i z jakich okazji płyta była wznawiana. Z racji półwiecza wydawcy ponownie z uśmiechem zatarli rączki i 26 maja bieżącego roku wydali album po raz kolejny, w dodatku w wielu różnych edycjach, ku niewątpliwej radości dawnych i nowych fanów zespołu.
Najobszerniejsze pudełko, prócz wielu gadżetów oraz atrakcji dla kolekcjonerów, zawiera stuczterdziestostronicową książkę, a także sześć krążków z różnymi wersjami albumu (w tym 5.1) i dokumentami filmowymi. Trudno w to uwierzyć, ale udało się jeszcze poprawić dźwięk, zwłaszcza w niskich rejestrach. Zyskała perkusja Ringo Starra, która nareszcie brzmi soczyście i dynamicznie - tak jak powinna.
   Pół wieku to wystarczająco długo, by móc stwierdzić, że dzieło The Beatles oparło się próbie czasu. Już wcześniejszy album „Revolver” (1966) zwiastował zmiany w stylistyce zespołu. Muzycy zrezygnowali z koncertów, decydując się jedynie na wydawanie płyt studyjnych. Było to nieuniknione, bowiem entuzjazm publiczności zagłuszał praktycznie wszystko, a członkowie zespołu nie słyszeli się wzajemnie. Dzięki tej decyzji mogli poświęcić więcej czasu w studiu na eksperymenty. Piosenki stawały się coraz bardziej wyrafinowane.
Choć możliwości techniczne były jeszcze wówczas dość ograniczone, to udało się stworzyć dzieło skrzące się różnorodnością i bogactwem pomysłów. Nagrania zajęły ponad siedemset godzin. Tu warto przypomnieć, że cztery lata wcześniej do zarejestrowania debiutu „Please Please Me” (1963) wystarczyło im niespełna dziesięć.
Nowy album Beatlesów zrewolucjonizował nie tylko pojęcie estetyki rocka, ale i sposób pracy w studiu. Płyta stała się nie tylko wydarzeniem artystycznym, ale i społecznym. Zwiastowała nadchodzące zmiany w kulturze masowej. Powstał album-legenda, który wstrząsnął muzyką rozrywkową i stał się symbolem epoki dzieci kwiatów oraz przewodnikiem dla twórców kontrkultury.
   To z niego pochodzi „Lucy In The Sky With Diamonds”, “A Day In The Life”, czy nieco wodewilowy „When I'm Sixty Four”. Po raz pierwszy na okładce zamieszczono wszystkie teksty piosenek. Nic dziwnego, że już pół roku później Richard Poirier, amerykański krytyk literacki i profesor języka angielskiego, poddał je krytycznej analizie. Szkoda, że nie udało mi się dotrzeć do tego opracowania, bo sam jestem ciekawy jak zinterpretował te marmoladowe nieba, sztuczne kolorowe kwiaty, mandarynkowe drzewa oraz mnóstwo zakamuflowanych przenośni i niedopowiedzeń...
Całości wydawnictwa dopełniała zapadająca w pamięć okładka, na której prócz muzyków w barwnych kostiumach na tle tytułowej orkiestry umieszczono kartonowe podobizny kilkudziesięciu znanych osób (nie wszystkie zaaprobowała cenzura). Było też sporo dziwnych rekwizytów, m.in. pluszowy wąż, królewna Śnieżka, telewizor, świecznik, hinduska bogini Kali, krasnoludek ogrodowy i misterna dekoracja z kwiatów i... konopi indyjskich.
   John, George, Paul i Ringo stworzyli dzieło niezwykłe i dalekie od banału, bogate brzmieniowo, z tekstami, które nie poddają się prostej interpretacji.
Jubileuszowa edycja deluxe została wzbogacona o drugi krążek, z alternatywnymi wersjami, które rzucają nowe światło na sam proces powstawania płyty. Nie zapomniano też o replice kartonowej wycinanki z podobizną Sierżanta Pieprza, jego epoletów, medali i wąsów.
   Minęło wiele lat, powstały niezliczone nowe płyty, ja jednak często odnoszę wrażenie, że to wszystko już gdzieś słyszałem. Dlatego Sierżant Pieprz jest ponadczasowy.
Krzysztof Wieczorek


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.