"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Niedziela, 21 października 2018 r.
Imieniny obchodzą: Urszuli, Celiny, Hilarego
 
Niepodległość w Unii?
Już niedługo Święto Niepodległości, w tym roku szczególne, gdyż związane z setną rocznicą jej odzyskania po czasach zaborów. Za miesiąc z małym okładem słowo „niepodległość” będzie zatem odmieniane przez wszystkie przypadki i we wszystkich mediach od prawa do lewa. Prezydent, z tego co mi wiadomo, chyba nadal szykuje swój wielki marsz zgody narodowej, zapraszając na ów marsz każdego, kto zechce świętować te sto lat naszej suwerenności.
Ja oczywiście, jako stary malkontent, a może raczej jako stary realista, już teraz w ciemno obstawiam, iż żadnego wspólnego świętowania nie będzie, a i tak będę w miarę zadowolony, jeśli różnej maści KODowcy, czy inni szaleńcy powstrzymają się w tym dniu od swoich ulicznych popisów, chociaż wiem, że się nie powstrzymają. Gdy będzie zamówienie, będzie i usługa, a zleceniodawca jest raczej powszechnie znany.
Mniejsza zresztą o sposób celebracji oraz o to, czy będzie ona miała wspólny, czy oddzielny charakter. Mnie ostatnio nachodzą wątpliwości natury zasadniczej, a mianowicie, czym ta nasza niepodległość w istocie jest oraz... czy w ogóle jest?
W dzisiejszym, czy tego chcemy, czy nie, coraz bardziej zglobalizowanym, korporacyjnym świecie, w którym kapitał spekulacyjny potrafi rujnować nawet całe gospodarki mniejszych, słabszych państw, takie pojęcia jak „niepodległość”, „suwerenność”, czy generalnie „wolność” zdają się być coraz trudniejsze do jednoznacznego zdefiniowania.
My, Polacy, na własnej skórze coraz mocniej odczuwamy tę trudność oraz niedefiniowalność powyższych pojęć, tym mocniej, im bardziej chcemy je urzeczywistnić w naszym własnym życiu. Przykładów owej zależności mamy ostatnio aż w nadmiarze, wszak wystarczyło tylko, że upomnieliśmy się niedawno w nowelizacji ustawy o IPN o należne nam miejsce w historii, o oczywisty status wyłącznie ofiary, a nie współodpowiedzialnego w czasie Drugiej Wojny Światowej, a wywołało to wściekłą furię Izraela, a także zatrzaśnięcie się drzwi Białego Domu przed polskim Prezydentem do czasu wyjaśnienia problemu. Sprawę oczywiście wyjaśniono, lecz bynajmniej nie po naszej myśli, czyli z inkryminowanej ustawy wykreślono dokładnie te zapisy, które stały się kością niezgody, ale które akurat stanowiły jej sedno, a bez których cała ustawa traci swój sens polegający na prawnej ochronie dobrego imienia naszego kraju. I niestety żadne późniejsze, propagandowe woltyżerki pro-rządowych mediów nic już nie dały, gdyż prawda okazała się brutalna.
Tę bitwę o należny nam honor przegraliśmy i zostaliśmy w niej upokorzeni, a po wszystkim, z naszej godnościowej oraz tożsamościowej suwerenności w kluczowych decyzjach, zostało tylko tyle, na ile pozwolili nasi „najwięksi sojusznicy”.
Kilka dni temu podano wyniki jakiegoś sondażu, z którego wynikało, iż ponad 80 procent naszego społeczeństwa nadal kocha Unię Europejską, a przynajmniej dobrze się czuje będąc jej częścią.
Osobiście od zawsze z Unią miałem wielki problem i mam go nadal. Z jednej strony nie da się nie zauważyć oczywistych korzyści wynikających z naszego w niej członkostwa, czyli otwartych granic, rozbudowy krajowej infrastruktury, swobodnego handlu oraz wielu innych pozytywnych aspektów. Z drugiej strony - dokonując pewnego skrótu myślowego, a może i małej prowokacji - przecież wszyscy kolonizatorzy w historii, z małymi wyjątkami, niemal zawsze rozwijali zajmowane terytoria jeśli chodzi o ich sferę ekonomiczną. Przy okazji jednak z całą bezwzględnością starali się także i wyrugować z podbijanych społeczności wszelkie przejawy ich własnej kultury, tradycji, tożsamości.
Nie, nie chcę przez to powiedzieć w skali jeden do jednego, że lewitujący Juncker, to Królowa Izabela I Kastylijska, a ten śmieszny Frans Timmermans, to Hernan Cortes, natomiast próby wpływania unijnych biurokratów na naszą suwerenność są tak oczywiste, że chyba nawet najmniej rozgarnięci sympatycy .Nowoczesnej są w stanie je zauważyć, pytanie tylko, czy ten fakt w ogóle im przeszkadza.
I przecież wcale nie chodzi o żadne Trybunały Konstytucyjne, Krajowe Rady, Sądy Najwyższe itp., gdyż to są tylko przysłowiowe kije, które znaleźli oni do uderzenia równie przysłowiowego psa. W rzeczywistości chodzi wyłącznie o to, by ludność „skolonizowana” w Polsce (ostatnio zresztą także na Węgrzech, a niebawem pewnie i w Rumunii) była grzeczna i siedziała cicho, nie wychylając się zbytnio z własną niezależnością, gdyż „kolonizator” wie lepiej, czego dzikim ludom do szczęścia potrzeba.
Niepodległość, to jednak trudne słowo, wręcz chciałoby się rzec, iż w świetle tego, co opisałem powyżej zdaje się ona być jakąś mglistą utopią.
Czy Polska jest więc obecnie krajem niepodległym? Czy 11-ego Listopada w ogóle powinniśmy cokolwiek świętować? Owszem, świętujmy, ale bez wielkiej pompy. Raczej z zadumą.
Marian Rajewski
fot. radioszczecin.pl


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.