"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Piątek, 16 listopada 2018 r.
Imieniny obchodzą: Maria, Edmund, Marek
 
Kolej na muzykę: „Aya” - Kasia Kowalska (2018)
W czerwcu, po dłuższej przerwie ukazała się „Aya” – nowa płyta Kasi Kowalskiej. Osiem lat wcześniej na rynek trafiło wydawnictwo zawierające jej interpretacje piosenek Grzegorza Ciechowskiego, natomiast „Antepenultimate” – ostatnia autorska płyta tej wokalistki pochodzi z roku 2008 roku.
Tak więc minęło dziesięć lat… Tu warto przypomnieć, że Kasia debiutowała w 1994 r. albumem „Gemini”, a najnowsze wydawnictwo jest już dziesiątym w jej dorobku. Trzy z nich uhonorowano nagrodą złotej płyty, a pozostałe sześć zyskały miano platynowych, w tym dwie dwukrotnie. Łączny nakład tych wydawnictw sięgnął półtora miliona sprzedanych egzemplarzy, co na polskie warunki jest sporym osiągnięciem. W 1995 r. wokalistka otrzymała Grand Prix i Nagrodę Publiczności sopockiego festiwalu piosenki, a trzy miesiące później zaprezentowała swój wysoko oceniony przez krytykę album zrealizowany na żywo, zatytułowany „Koncert inaczej”.
Właśnie ta płyta oraz wspomniany debiut dwa razy osiągnęły status platynowych. Kasia Kowalska pojawiła się również na ekranie obok Marka Kondrata w filmie „Nocne graffiti” Macieja Dutkiewicza.
Kilka lat później miałem przyjemność przeprowadzić z nią dość obszerny wywiad. Zrobiła wrażenie osoby dość otwartej, choć zdecydowanej, a przy tym pozbawionej negatywnych cech gwiazdorstwa. Sama wówczas przyznała, że początki jej kariery nie były łatwe. Zyskała jednak wiele nagród, wyróżnień i sympatię fanów.
Trudno w to uwierzyć, ale jej kariera dobiega już ćwierćwiecza. Po roku 2010 ograniczyła swą aktywność, pozostając w cieniu dawnych osiągnięć. Udała się w podróż. Odwiedziła Brazylię, Indie i Kolumbię. Odbyła także długą wyprawę w głąb siebie, dzięki której mogła inaczej spojrzeć na otaczającą rzeczywistość.
Zdobyte doświadczenia zawarła na swej nowej płycie. Słychać tam nie tylko inspiracje kulturami i dźwiękami z odległych stron globu, ale także efekty pogłębionej refleksji nad życiem. Nie jest już zbuntowaną i ubraną na czarno nastolatką. Dojrzała, ma wokół swoich najbliższych, zyskała wiele życiowego doświadczenia. Pozostała jednak sobą.
Jak zwykle sama napisała teksty do wszystkich utworów. Nie są miałkie i o niczym. Dzięki nim można prześledzić drogę jaką przebyła. Są dalekie od pustej nostalgii, pojawiła się w nich refleksja nad życiem i ból po stracie ojca, któremu zadedykowała piękny utwór „Dla Taty”. Wbrew pozorom, mimo bardzo osobistych słów nie przebija z nich cierpienie, a raczej wdzięczność i nadzieja, która chwyta za serce.
Mimo tak egzystencjalnej tematyki album nie jest przygnębiający i pozwala dostrzec inne, bardziej kobiece oblicze artystki, choć na szczęście nie zrywa definitywnie z dawnym wizerunkiem.
Płyta dojrzewała długo. Piosenkę tytułową poznaliśmy już dwa lata temu. Drugi singiel „Alannah (tak niewiele chcę)” pojawił się wiosną tego roku, a trzeci „Dla Taty” zaistniał na dzień przed premierą albumu.
Muzyka nie zaskakuje. To bardzo dobry pop z domieszką rocka i mocniejszych gitar, daleki od banalnych brzmień, gdzie żywe utwory kontrastują z piosenkami podszytymi nutą nostalgii. Nowością są akcenty world music. Warto zwrócić uwagę na kompozycję „Tam gdzie nie sięga ból”, w której wokalistka udowadnia jak bardzo poważnie identyfikuje się z wykonywanym repertuarem. To piosenka pełna emocji, zdecydowania, pewności siebie oraz sporego ładunku dramatycznego.
Inny wyróżniający się utwór, to „Tam gdzie nie sięga ból”. Godne uwagi są akcenty rockowe, jak choćby „Przebaczenia akt”, czy „Krew Ścinanych Drzew”. Oba zapadają głęboko w pamięć.
Dość eksperymentalnie i intrygująco brzmi kompozycja „Wyspy miliardów gwiazd”. Jest też piosenka „Miłosne zbrodnie”, która w moim odczuciu zupełnie nie pasuje do całości, ale to jedyny taki akcent.
Niespodzianką jest ostatni, nieindeksowany utwór – akustyczna wersja „Alannah (Somewhere Inside)”, zaśpiewany po angielsku i zrealizowany z osobistym udziałem kanadyjki Alannah Myles, która sama napisała do niego słowa oraz użyczyła głosu w chórkach.
Album przyciąga bardzo dobrą i przemyślaną produkcją. To nie dziwi, bowiem płyty Kasi Kowalskiej zawsze charakteryzował wysoki poziom. Choć album nie jest muzyczną rewolucją, to jest to jedna z lepszych polskich płyt, jakie słyszałem w ostatnim czasie. Jest tam miejsce na nutę zadumy, jest też nieskrywana ekspresja.
Warto słuchać jej w całości i to wielokrotnie. Zastanawia mnie jedynie dość skromna obecność tych nagrań w mediach. Na szczęście pozostają koncerty, które udowadniają, że pozycja Kasi Kowalskiej jest nadal mocna. Warto było czekać.
Krzysztof Wieczorek


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.