"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Niedziela, 17 lutego 2019 r.
Imieniny obchodzą: Zbigniew, Julian, Łukasz
 
Brzmienie ciszy
…W ostrym świetle dostrzegłem
Dziesięć tysięcy głów, może więcej
Otwierających usta bezgłośnie
Słuchających tak by nic nie dotarło
Piszących jedynie do szuflady
Nikt nie odważył się
Przerwać brzmienia ciszy…

Nie chcę pisać o dramacie, który rozegrał się w Gdańsku na naszych oczach. Wiemy co się stało. Obawiam się jednak, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, która jeszcze skrywa przed nami swe nieprzewidywalne wnętrze. Chyba trafnie zdefiniował ten stan Paul Simon słowami napisanej już w czerwcu 1964 roku piosenki Sound of Silence, której fragment pozwoliłem sobie zacytować na wstępie, we własnym, swobodnym przekładzie. To właśnie te słowa wybrzmiały 14 stycznia, na zakończenie manifestacji na Długim Targu, zorganizowanej po dramatycznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Utwór pojawił się na jej zakończenie, w niezwykle sugestywnej, wręcz rozdzierającej serce interpretacji a capella Davida Drainmana, wokalisty amerykańskiej grupy Disturbed. Zebrany tłum słuchał w milczeniu. To wykonanie mogło poruszyć nawet kamienie.
Przed chwilą usłyszałem deklarację jednego z kolegów z mego otoczenia: „Właśnie wczoraj, w Gdańsku, na tym placu podjąłem decyzję. Wyjeżdżam z tego kraju, nie ma tu dla mnie miejsca.”
Czy tak być powinno? Czy my, Polacy, tak bardzo różnimy się od innych nacji? Myślę, że nie. Podobne zbrodnie i przejawy nienawiści zdarzają się też w innych cywilizowanych krajach. Może jedynie zbyt szybko obrażamy się na Polskę i zbyt łatwo odcinamy własne korzenie. Co się z nami stało, co zrobiliśmy z naszym krajem? Bo przecież to nasz, a nie jak twierdzą niektórzy „ten” kraj. To jaki jest, zależy tylko od nas samych.
Boli mnie to, co dzieje się w naszych sercach. To nie kwestia poglądów politycznych. To kwestia upadku autorytetów. Odrzuciliśmy zasady uświęcone tradycją i krwią przodków. Potrafimy zjednoczyć się jedynie w obliczu tragedii narodowych czy ważnych wydarzeń. Śmierć papieża Jana Pawła II, tragedia smoleńska. Wówczas nasze serca biją razem, podajemy sobie ręce i nawet zwaśnione kluby piłkarskie stać na powiązanie szalików w geście przebaczenia.
Jednak na jak długo wystarcza nam empatii? Kilka dni czy kilka minut? To przecież ciągle my, to samo społeczeństwo, to morze głów, które roni łzy w marszach milczenia. A później? Później siadamy do komputerów i wylewamy na bliźnich morze nienawiści. Nie darujemy nikomu w komentarzach, nawet na pozornie obojętne tematy. Nikt już nie chce pamiętać, że Chrystus uczył miłości bliźniego, w tym nieprzyjaciół. Przecież to takie nieeuropejskie, ciemnogród i nacjonalizm. Gdzie w tym zapamiętaniu zdążamy?
Nie tłumaczmy, że to wina polityków, napuszczania na siebie tej czy tamtej strony. Gdy rozum śpi budzą się demony... Te demony wyhodowaliśmy sami, dając upust frustracjom i pozwalając niemal na wszystko prawie wszystkim. Wszystko da się wytłumaczyć i usprawiedliwić, nawet zbrodnię szaleńca. Jednoczymy się jedynie, gdy ktoś zagraża naszej suwerenności, a gdy niebezpieczeństwo mija nie potrafimy poradzić sobie z odzyskaną wolnością.
Gdzie podziała się kultura prowadzenia dyskusji, bez przekrzykiwania i obrażania się wzajemnie? Czy naprawdę brak nam własnego zdania i niczym owce dajemy się prowadzić na pasku kilku frustratów? Nie stać nas na własne opinie? Niczym nie ograniczona wolność zwykle kończy się anarchią. System wartości i zasady wynosimy z domu, z rodziny.
Nikt nie wyręczy rodziców w kształtowaniu świadomości młodego pokolenia. Nie można zrzucać odpowiedzialności na szkołę, telewizję czy Kościół. Jak jednak szukać wzorów, gdy niemal każde z opiniotwórczych środowisk nie potrafi uderzyć się w piersi i prawdziwie oczyścić się z popełnianych błędów? Nie tłumaczmy się brakiem czasu i zapracowaniem. Pracę u podstaw trzeba zacząć od siebie, pamiętając jednocześnie, że nic nie działa tak dobrze jak przykład. Jak mamy uczyć młode pokolenie miłości i empatii, gdy jednocześnie nie potrafimy dogadać się z sąsiadem?
Boli mnie, że to nic nowego. Już w 1922 roku, zaledwie cztery lata po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, nienawiść polityczna doprowadziła do zabójstwa Gabriela Narutowicza, pierwszego Prezydenta RP, który pełnił swój urząd zaledwie przez pięć dni. Oto co się dzieje, gdy tłumione frustracje trafiają na podatny grunt. Może czas po prostu zacząć myśleć, a nie bezrefleksyjnie powtarzać przeżute przez inżynierów dusz gotowe opinie. By znów, niczym kpiące echo nie wracał wers otwierający wspomnianą na wstępie piosenkę Paula Simona: „Witaj ciemności, moja stara przyjaciółko…”
Krzysztof Wieczorek


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.